Dzisiaj krótko bo szkołą mnie niedługo zabije ;-;
No to miłego!~
Wstała
i leniwie spojrzała na zegarek – 6:03. Spała prawie godzinę. Niezgrabnie wstała
i przemyła twarz zimną wodą. Rude loki niechlujnie zaczesała do tyłu. Narzuciła
na siebie swoją ulubioną, poplamioną farbami koszulkę i wczorajsze dżinsy.
Powoli powlekła się w stronę stołówki żeby coś zjeść. Wchodząc minęła sporą
grupkę półbogów. Instynktownie rozejrzała się po Sali szukając kogoś znajomego.
No tak. Nie znała tu prawie nikogo. Wbrew swojej woli wodziła wzrokiem po sali
wypatrując jasnej czupryny Oktaviana. Skarciła się sama za to w myślach. Dzięki
bogom pojawiła się koło niej Reyna.
- Jadłaś już ?– zapytała a Rachel w tej samej chwili poczuła jaki doskwiera jej
głód. Pretorka też to chyba zauważyła, bo nie czekając na jej odpowiedź wzięła
ją za rękę i dociągnęła do najbliższego stolika. Rachel słyszała już różne
pogłoski o Reynie, że bywa niemiła, czasami wręcz arogancka. Ale w jej
towarzystwie zachowywała się wyjątkowo przyjaźnie. Może ją polubiła? A może to
tylko ze względu na to, że kojarzyła jej się z Percy’m ? Cóż.. nie wiedziała i
nie miała czasu o tym pomyśleć bo pojawiła się przed nią szklanka soku
wiśniowego. Spróbowała trochę. Rozglądnęła się, siedziała pomiędzy Reyną a
jakimś wysokim brunetem o ciemnych oczach. Miał może z 16 lat. Po krótkiej
chwili na jej talerzu pojawiły się grzanki. Jej ulubione jedzenie. Gdy już
trochę zaspokoiła głód postanowiła przerwać ciszę panującą przy ich stoliku.
- Ekm. Reyna, mogę ci zadać pytanie? – zaczęła niepewnie.
- pewnie, jasne – odparła z kawałkiem kanapki w ustach.
- Czy posiłki są obowiązkowe?
- No. Tak, nie wolno ci nie przyjść. Wszyscy tu są. – odparła, trochę nie
rozumiejąc o co jej chodzi.
- To dlaczego nie ma Oktaviana? – zapytała prosto z mostu.
Szatynka zakrztusiła się swoim śniadaniem.
- C-co? Kogo? – dopytywała się, mając za pewnie nadzieje, że się przesłyszała.
Ale ruda powtórzyła jeszcze raz to samo pytanie.
- A. Nie. Ma go. On w ogóle nie przychodzi na posiłki.. Wpadnie od czasu do
czasu jak nikogo nie ma.. Tak to siedzi u siebie i.. – tu zrobiła przerwę żeby
pomyśleć – no i pewnie tam wróży czy coś.. – dokończyła lekko speszona. Nawet
jeżeli Rachel była lekko zdenerwowana, zdezorientowana czy chociażby wkurzona
tą wiadomością nie dała tego po sobie
znać. Skinęła głową w podziękowaniu za wytłumaczenie i zabrała się za
dokończenie posiłku. Jak to go nie ma? – myślała – czy on w ogóle je?
Siedziała, myśląc o wszystkim a równocześnie o niczym. Nawet nie zauważył jak
większość obozowiczów się rozeszła i
została tylko mała grupka licząca może z 15 osób. Wstała i bez namysłu ruszyła
w stronę domku centuriona. Nawet nie wiedziała
po co. A nie, w sumie to nawet wiedziała. Ułożyła sobie w głowie pewien
plan. Nie wiedząc dla czego od razu rozpoznała gdzie mieszka blondyn. Ostatni,
z lekko podartym tynkiem domek na granicy z lasem. Oddalony od innych. Klimaty
typowo horrorowe. Powoli podeszła do drzwi i zapukała. Nic. Zapukała jeszcze
raz, głośniej, nachalniej. Nie czekając na zgodę wparowała do mieszkania.
Stanęła w pół kroku. Myślała, że jako nie wychodzący z domu odludek będzie miał
w domu wielki bałagan, nie zaścielone łóżko i tego typu rzeczy. Normalnie rodem
z hollywoodzkich komedii. A tu nie, proszę jakie zaskoczenie. Było wręcz przeciwnie.
Wielkie, łóżko stojące pod oknem było idealnie zaścielone zieloną pościelą.
Stolik był czysty, w sumie jak wszystko w pokoju. Na półkach widniało kilka książek,
szkicownik i ołówek. Szafa była zamknięta, więc Rachel nie widziała jej
zawartości. A szczerze mówiąc interesowało ją czy blondyn ma jakieś inne ubrania
niż stara, fioletowa koszulka.
- Takie jedno pytanie. Wiesz do czego służą drzwi? – usłyszała na wstępie
drwiący głos Oktaviana. Spojrzała i zobaczyła go opierającego się o framugę koło
łazienki. Sądziła, że będzie zdenerwowany takim najściem, tym że wpadła do jego
domu. A on tylko cicho parsknął i złożył ręce na piersi.
- Po co przyszłaś?
- Cześć, też miło cię widzieć. Miłe powitanie.
- Pokręcił sarkastycznie głową.
- Hej, po co przyszłaś? – odparł naśladując jej głos.
- Zabieram cię na śniadanie. Musisz coś zjeść. – Oznajmiła od razu.
Reakcje jakie dostrzegła w jego oczach nie można było nawet dziwną, raczej śmieszną.
Było to zdziwienie pomieszane z rozbawieniem. Wesołe ogniki zatańczyły
energicznie w jego oczach. Jak zawsze gdy szykował się do sarkastycznej odpowiedzi.
- Nigdzie nie idę. – odparł i usiadł na skraju łóżka.
- Dlaczego mnie to nie dziwi, że przyszłaś tu w tej sprawie? – powiedział,
bardziej do siebie.
Podeszła do niego i stanęła przed łóżkiem. Splotła ręce na piersi. Popatrzyła
na nią i poklepał miejsce na materacu koło siebie. Posłała mu ironiczne spojrzenie.
- No co? Nie mogę się pozwolić gdzieś wyciągnąć osobie której prawie nie znam..
Jeszcze się okażesz seryjnym mordercą
albo coś… - powiedział i uniósł jedną
brew w geście oczekiwania.
Super. Jak to czytam to mimowolnie się uśmiecham bo to jest super. Wiadomo że coś się wydarzy i już zaczyna się robić fajnie ale nie jest to przeslodzone i nudne. Super blog, ale moją opinię już znasz. Jedyna wada: chcę więcej i umieram czekając na rozdziały. Czekam na więcej
OdpowiedzUsuń~ Ateniątko
Na prawdę to jest świetne!
OdpowiedzUsuńSzkoda , że już nie piszesz ;/
Na prawdę to jest świetne!
OdpowiedzUsuńSzkoda , że już nie piszesz ;/