sobota, 5 września 2015

Rozdział 2. Octachel.

* Drugi rozdział. Od razu mówię, że nie miałam siły sprawdzić błędów ( teraz też mi się nie chce) Więc, jak na jakiś natraficie będzie to jak najbardziej normalne i prawdopodobne*

Na gałęzi ponad nią siedział oparty o pień chłopak. Nie widziała jego twarzy ani ubrań, zauważyła tylko prześwitujący kawałek fioletowego materiału. Gdy lekko się uspokoiła po tym jakże małym „ zawale” zdobyła się na odwagę żeby coś do niego powiedzieć.
- Skoro to jest zakaz numer jeden to dlaczego ma niby nie dotyczyć także ciebie ? - zapytała unosząc lekko głowę. Nie było to najmądrzejsze pytanie jakie mogła zadać w tej sytuacji, ale było jedynym, które przyszło jej w tym momencie do głowy. Szukała wzrokiem jakiegoś fragmentu jego ubrania albo czegoś co zdradziło by jego pozycje. W odpowiedzi usłyszała tylko sarkastyczny śmiech.
- Niech zgadnę.. jesteś z innego obozu, prawda?
- Skąd te przypuszczenia? Nic o mnie nie wiesz.. – odwarknęła pewna siebie.
- Czyżby? – zapytał. A ona mogła się założyć, że uniósł brwi w teatralnym geście. – Jesteś z innego obozu więc jesteś prawdopodobnie greczynką. – Ostatnie słowo wypowiedział nie kryjąc urazy. Nawet się nie postarał żeby zabrzmiało to przyjaźnie. Ton, którym to powiedział mógł równocześnie świadczyć o tym, że właśnie zamordowała mu brata albo spaliła dom. – Jesteś wyrocznią – ciągnął. – Nazywasz się Rachel Elizabeth Dare… masz może z 16 lat i jesteś z okolic Manhattanu. Kontynuować ? – zapytał. Zapewne z satysfakcją.
- Lepiej się ukryj. – dodał już milej. Rachel nie miała pojęcia o czym mówi dopóki nie zauważyła trójki legionistów patrolujących teren. Usłyszała szum skrzydeł nad głową i instynktownie przywarła do pnia.
- Patrol nocny. – wytłumaczył chłopak, jakby to była najzwyklejsza rzecz w świecie.
- Mogę wejść na to hm… drzewo? – czuła się trochę dziwnie pytając o taką rzecz ale miała dziwne wrażenie, że jakby tego nie zrobiła szybko by się z powrotem znalazła na ziemi. Zapewne ze złamaną ręką. Nie usłyszała odpowiedzi. Może dlatego, że jej nie było. Patrol się coraz szybciej zbliżał.
- Mogę wejść na to drzewo ? Oktavianie ? – zapytała śmielej akcentując jego imię. Zauważyła jak drgnął usłyszawszy ostatnie słowo. Znowu cisza. Po chwili z korony wysunęła się niepewnie jego blada dłoń.
- Tylko szybko. – cicho rozkazał. Chwyciła go za rękę i wspięła się po drzewie. Po chwili siedziała na gałęzi oddalonej o ok. 1,5 metra od niego. Tkwili chwilę w milczeniu czekając aż legioniści przejdą.
- Nie przyzwyczajaj się. To, że ci pomogłem to był wyjątek. – odpowiedział chłodno. Spojrzała na niego nieśmiało. Jego blada skóra w świetle księżyca miała odcień kartki papieru. Siedział z jedną nogą podkurczoną pod siebie i patrzył gdzieś w dal. Sprawiał wrażenie nieobecnego. Zapewne już zapomniał, że koło niego siedzi.
- Czy ty w ogóle śpisz ? – zapytała, powoli tracąc pewność siebie. Ale zamiast odpowiedzi spotkało ją ironicznie pokręcenie głową. Zawiodła się. Siedzieli w ciszy przez kilka minut patrząc na gwiazdy. Przynajmniej ona patrzyła. Oktavian był chyba zajęty dokładnym obserwowaniem swoich butów. W końcu zdobyła się na odwagę i zadała dręczące ją pytanie.
- Dlaczego mnie tak nienawidzisz ? Dlaczego tak bardzo nienawidzisz Greków ?
Nie spodziewała się, że odpowie.
- A to są już dwa różne pytania. – odparł patrząc na nią. Przeszedł ją dreszcz.
- Po pierwsze nie mówiłem, że cię nienawidzę. – uśmiechnął się niepewnie. Po chwili kontynuował.
- Jedynym powodem dlaczego budzisz we mnie mieszane uczucia, jest to, że jesteś greczynką.
- Mieszane uczucia?
Ale on jakby nie zwrócił uwagi na jej pytanie i mówił dalej.
- Moje nienawiść do Greków, jest chyba oczywista. Wojny, bitwy grecko-rzymskie. Przelew krwi i odmienne style życia. Inne style walki. Inne poglądy, tradycje. Obawiałem się ich. Obawiałem się kolejnych ataków. Byłem zbyt nieufny. To prawda.. Zaatakowałem wasz obóz, ale wiesz dlaczego ? Chciałem ich chronić – to mówiąc skinął głową w stronę obozu. Chociażby kosztem innych. Musiałem ich chronić, są moją jedyną rodziną.. Wiem, to było samolubne. Tak, popełniam błędy, ale myślisz że, się im do tego przyznam ? Wyśmialiby mnie. Uznali za tchórza, zdrajcę.
- To dlaczego ja wiem? – zapytała.
- Bo to jest rekompensata za atak na wasz obóz. Myślę, że jestem wam winny chociażby wytłumaczenie… - wyjąkał, a ona zobaczyła jak trudności sprawiło mu to wyznanie. W świetle księżyca był uroczy. To nie był już ten sam Oktavian o którym tyle słyszała, ten straszny manipulujący ludźmi rzymianin. Może wojna i jego własne błędy go zmieniły? A może zachowywał się tak tylko w jej obecności ? Ten strach, rozpacz i potrzeba ratunku, te uczucia które tak dobrze znała, chociażby z własnego doświadczenia.. Te, które kiedyś ujrzała w jego oczach, znalazły drogę na zewnątrz i wylały się strumieniami. Uniosła głowę i zrobiła coś co samą ją zdziwiło.
- Nic się nie stało. Każdy popełnia błędy, ale jeżeli masz na tyle odwagi aby się do nich przyznać to co innego. – powiedziała. Spojrzała na księżyc. Co ona plecie? Nic się nie stało ? Tak, pewnie tylko zaatakował jej obóz, jej dom i skazał jej przyjaciół na niebezpieczeństwo. Nic się nie stało. W ogóle. Ale w głębi serca jakoś czuła, że właśnie to powinna powiedzieć. Próbował naprawić swoje błędy. Stał się inny. Ale jednocześnie zaatakował obóz.. Jej wewnętrzne ja kłóciło się samo ze sobą.
- Ale wiesz.. To, że Leo zbombardował Nowy Rzym też nie było jakoś pocieszające.. – Powiedział i cicho się zaśmiał. Pierwszy raz słyszała jego szczery śmiech. Był taki.. czysty, prawdziwy. Oktavian zeskoczył zgrabnie z drzewa i wylądował pod gałęzią na której siedział. Widziała go teraz dokładnie. W świetle księżyca wydawał się jeszcze bardziej tajemniczy. Jego włosy przybrały teraz barwę o pół tonu jaśniejszą niż wcześniej. Były prawie że białe. A dokładniej biało-złote. Wsadził niezgrabnie ręce do kieszeni. Odwrócił głowę w jej kierunku. Mimo, że siedziała między gałęziami, tak że była prawie niewidoczna z ziemi wydawało jej się , że patrzy jej idealnie w oczy.
- Do zobaczenia, Rachel Elizabeth Dare – powiedział i lekko się uśmiechnął. Tym razem w jego głosie nie było słychać aż tak wielkiej odrazy, a przynajmniej nie aż tak wyraźnej. Powoli ruszył do przodu. Patrzyła do niego dopóki nie doszedł do pierwszego pawilonu.
- Do widzenia, Oktavianie. – cicho powiedziała. Zesztywniał. Miała dziwne wrażenie, że się lekko uśmiechnął. Siedziała w miejscy dopóki nie zniknął między domkami. Zeskoczyła, a raczej zsunęła się i ruszyła w stronę swojego pokoju.

4 komentarze:

  1. Super rozdział. Co z tego że już to czytałam. Za każdym razem jest to przyjemnością :D pisz dalej bo czekam. Weny!! 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. A www w *-*
    Ja chcę więcej.
    Jak dla mnie genialne.
    Tylko pamiętaj co mi obierałaś.
    Życzę weny i ja chcę więcej rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam to opowiadanie! Szybko dawaj mi tu następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń